Czy każdą książkę warto czytać do końca?

Na swój czytelniczy jadłospis zaczęłam patrzeć bardziej świadomie dopiero, gdy zaczęłam czytane książki spisywać, zamiast bezmyślnie pochłaniać jedną za drugą. Na zmianę czytelniczych przyzwyczajeń wpłynął także brak… listy lektur. Wyboru klasyki przeczytanej w ramach przedmiotu, jakim jest język polski, musiałam dokonać sama – minimum: jedna książka na przerabianą epokę (co w pierwszej klasie daje cztery pozycje). Marysia postanowiła jednak pójść na całość, szczególnie w kontekście kanonu starożytnego. W efekcie może teraz powiedzieć (niezwykle zadowolona z siebie) „przeczytałam całą Odyseję”.

Photo by Leah Kelley on Pexels.com

Co decyduje o tym, że jedne książki czytam od deski do deski, a inne w połowie odkładam na półkę?

Nie należę do tych, którzy potrafią niestrudzenie brnąć do końca nawet najnudniejszej książki, tylko dla tego, że ją zaczęli (czytelnicze FOMO?). Ze spokojnym sumieniem oddaję niedoczytane pozycje do biblioteki, przeznaczam czas jedynie na te, które faktycznie chcę czytać.

Owo „chcenie” (bądź nie) nie jest w tym przypadku kryterium wyłącznie emocjonalnym. Przyjemność z czytania jest decydująca jedynie w przypadku wyborów pozytywnych – nietrudno skończyć książkę, którą czyta się lekko, łatwo i przyjemnie. Dodatkowe pytania pojawiają się dopiero, kiedy przez kolejne strony zaczynam się przedzierać z trudem – warto się wtedy zastanowić „po co?”. Tego testu nie przechodzą młodzieżowe romansidła czy inne przygodówki – jeśli historia mnie nie ciekawi, wracają na półkę (zazwyczaj biblioteczną😉). Szeroko pojęta klasyka zazwyczaj ten egzamin zdaje – wybaczyłam Orzeszkowej opisy przyrody w „Nad Niemnem”, obroniła się także „Odyseja”. Raz tylko książkę z tzw. „kanonu” odłożyłam na półkę – były to „Kwiatki świętego Franciszka”, których historyczna wartość nie była w stanie przyćmić cukierkowych (a przede wszystkim trudnych w odbiorze) owoców ludowej pobożności.

Wynika to z dwóch powodów, dla których czytam książki: dla rozrywki i dla rozwoju. Książki z pierwszej kategorii czytam do końca tylko wtedy, kiedy przynosi mi to frajdę. Dla drugiej mam więcej wyrozumiałości😉 – odkładam niedokończone jedynie, gdy nie spełniają swojego zadania, uparcie przedzierając się przez techniczne niedogodności (na chwilę obecną pokonał mnie tylko Sienkiewicz – „Quo vadis” od lat kilku leży na półce z zakładką na stronie 160….).

Marysia

👉 FOMO – boję się, że coś mnie ominie

PS. Mam nieodparte wrażenie, że mój styl zrobił się nieco bardziej kwadratowy niż zwykle, wybaczcie – czytam ostatnio astronomiczne ilości Lema i trochę udzieliła mi się jego koszmarna rzeczowość.

PPS. Ale mimo to same książki Lema gorąco, gorąco polecam ❤️

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Google

Komentujesz korzystając z konta Google. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj /  Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj /  Zmień )

Połączenie z %s

Blog na WordPress.com. Autor motywu: Anders Noren.

Up ↑

Create your website at WordPress.com
Rozpocznij
%d blogerów lubi to: